Żyjemy w demokracji. Walczyliśmy o to przez całe dziesięciolecia i wreszcie stało się. Możemy mówić, co myślimy i nie zamykają nas do więzień. Możemy chodzić do kościoła i nikt za to nie jest wyrzucany z pracy.
A tu Pismo święte, które słyszeliśmy w czasie Mszy świętych niedzielnych mówiło o Królu, który rządzi, a „służą Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie”.(Dn 7,14)
I jak tu pogodzić tęsknotę do wolności i demokracji z posłuszeństwem wobec króla – nawet jeśli jest to Chrystus Król? Chciejmy się nad tym zastanowić.
Otóż w demokracji (przyjmując jej stan idealny) powinien rządzić lud. I o wszystkim decyduje większość: większość wyborców, która deleguje swych przedstawicieli do sejmu, czy senatu, czy większość parlamentarna. Jednak większość nie znaczy wcale Mądrość. I decyzja większości nie zawsze jest zgodna z Prawdą. Dlaczego? Bo taki sam głos wrzuca do urny wyborczej wybitny naukowiec, jak człowiek bardzo prosty. Co więcej, tak samo liczy się głos kogoś, kto swoją młodość poświęcił dla Ojczyzny, jak i tego, kto do dziś uważa, że pierwszy milion trzeba ukraść… I to jest drugie oblicze demokracji o którym bardzo rzadko myślimy.
A jaki jest Król, któremu winniśmy być posłuszni? Mówi Księga Apokalipsy: „ to Ten, który nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od naszych grzechów, i uczynił nas królestwem i kapłanami Bogu i Ojcu swojemu” taki jest nasz Król – Bóg, który uniżył samego siebie przyjąwszy postać sługi. (Ap 1, 5-6; Flp 2,7)
Co z tego wynika dla nas – pytamy?
„Oddajcie cezarowi to co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga” – powiedział Chrystus.(Mk 12,17). Czyli, gdy wybieramy prezydenta, posłów, czy senatorów – kierujemy się regułami demokracji. Ale w sprawach dotyczących wiary i życia moralnego obowiązuje nas teokracja, czyli posłuszeństwo Chrystusowi – Bogu.
Dlatego płacimy podatki. I szanujemy tych, wybranych w sposób demokratyczny, którzy nami rządzą. I dobrze życzymy tym, którzy nas nie rozumieją.
Co jednak robić, gdy ludzie cezara chcą decydować o tym, co do Boga należy? „Trzeba bardziej słuchać Boga, niż ludzi – mówią Apostołowie. (Dz 4,19) Dlatego, gdy pojawia się kolejny pomysł na zwiększenie dostępu do aborcji, gdy aktywiści gejowscy żądają prawa do adopcji dzieci, kiedy proponuje się eutanazję, czyli eksterminację ludzi chorych i starych, gdy wreszcie lansuje się hodowlę człowieka pod nazwą „In vitro”, albo w majestacie prawa chce się wyrzucić krzyże z przestrzeni publicznej – ludzie wiary mówią: NIE!
I robimy to nie dlatego, że nie szanujemy demokracji! Ale dlatego, że tak jak nie ma sensu głosować: czy słońce świeci, czy trawa jest zielona, albo czy 2 + 2 = 4; podobnie żadne głosowanie nie zmieni przykazań: Nie zabijaj, nie cudzołóż, czy nie kradnij.
Dlatego MAMY PRAWO, A NAWET OBOWIĄZEK BRONIĆ NASZEJ WIARY. I MAMY PRAWO, A NAWET OBOWIĄZEK BRONIĆ PRAWDY I BRONIĆ ŻYCIA.
Nie dlatego, że jesteśmy lepsi, czy mądrzejsi od innych.
Ale dlatego, że wierzymy Chrystusowi Królowi – Bogu Żywemu.